niedziela, 8 października 2017

28. [PRZEDPREMIEROWO] ,,Pasażerka" - Alexandra Bracken

polski tytuł: Pasażerka
oryginalny tytuł: Passenger
Autor: Alexandra Bracken
Ilość stron: 432
Wydawnictwo: SQN
Wydanie polskie: 11.10.2017
Wydanie oryginalne: 05.01. 2016
Cena z okładki: 36,90
Wyzwanie przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 21,9 mm = 2,19 cm
Wyzwanie przeczytam 52 książki w 2017: 14/52

,,Pasażerka” to siódma książka Alexandry Bracken, która została wydana w Polsce (zaraz po trzech tomach Mrocznych i Umysłów, dwóch dodatkach do tej trylogii i jakiejś książce, która w tytule ma nazwę ,,StarWars”) nie mogłam przepuścić okazji, jaką było przeczytanie tej pozycji. Uwielbiam w książkach motyw podróży w czasie, jeśli do tego dojdzie doskonały warsztat autora, to jestem w raju.
,,Teraz chciała tylko poczuć na skórze reflektory sceny, uwolnić szalejący w piersi ogień, zaprząc do pracy ciało, smyczek i skrzypce, i grać, grać, aż zagra się na śmierć, spali na popiół, zmieniając cały świat w dymiące pogorzelisko."
Etta Spencer ma siedemnaście lat, przed sobą debiut na scenie jako skrzypaczka i perspektywę wielkiej kariery. Wszystko jednak staje pod ogromnym znakiem zapytania, gdy dzieje się coś, czego chyba nie dało się przewidzieć. W jednym momencie nastolatka stoi na scenie i gra ,,Largo” w drugiej słyszy dziwne dźwięki, które docierają tylko do jej uszu, podstępem zostaje wepchnięta do jakiegoś dziwacznego tunelu i gdy się budzi nie jest już w muzeum, a tym bardziej nie jest w Nowym Jorku ani na żadnym z suchych lądów. Dziewczyna jakimś dziwnym niewytłumaczalnym sposobem trafia na statek, który akurat jest przejmowany przez innych piratów, a po deskach podłogowych płyną litry krwi, tam jeden trup z toporem w głowie, tam drugi bez ręki. To musiał być szok. 
Niemałe jest zaskoczenie Etty, gdy okazuje się, że załoga statku mówi językiem, który brzmi, jakby używano go w dawnych czasach, gdy nie było ogrzewania podłogowego, komputerów i nikt nie wiedział o tym, że kiedyś rolex podbije rynek produkcji zegarków (powstanie przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją zegarów 1905r).

W końcu po przedłużającej się niepewności dociera do głównej bohaterki przykry fakt, którego nie chciała do siebie dopuścić. Nowy Jork i świat, który znała miał powstać za kilkaset lat albo i nie jeśli do głosu doszedłby pewien szaleniec.

Oprócz Etty w książce pojawia się również inny bohater, z którego perspektywy są prowadzone rozdziały. Nicholas Carter. Czyli facet bezsprzecznie przystojny, przyprawiający kobiety o zawroty głowy i korsarz w jednym. Nick jest nowym kapitanem statku, który przejął z racji faktu, że za zadanie dostał odeskortowanie Etty i Sophii do Nowego Jorku, gdzie oddane miały zostać w ręce Cyrusa Ironwooda – czyli Wielkiego Mistrza.
Jak się później okazuje ten sam Wielki Mistrz nie sprowadził Etty do 1776 roku bez powodu. Nastolatka ma za zadanie odzyskać magiczny artefakt, który kilkanaście lat temu ukradła jej matka i ukryła go tam gdzie astrolabium byłoby bezpieczne i nie wpadło w niepowołane ręce. Czy nieprzygotowana do takiej podróży dziewczyna jest w stanie wykonać wyznaczone jej zadanie i przy tym uratować życie matki? Czy sposób jest ujść życiem z bombardowania Londynu, dżungli pełnej niebezpiecznych gatunków zwierząt, Francji z czasów Wielkiej Rewolucji, nie umrzeć na pustyni i nie zakochać się?
,,Chronimy się, grając w zgodzie z regułami gry danej epoki."
,,Pasażerka” to szaleńcza podróż przez epoki, wydarzenia, miejsca i historię. Nie skłamię, jeśli powiem, że ta podróż spodobała mi się i to bardzo. Pomysł ze stworzeniem tuneli czasoprzestrzennych był naprawdę dobry a dopracowanie i wkomponowanie tego w całą fabułę sprawiło, że czytelnicy dostali kawałek dobrej literatury młodzieżowej. Autorka sprawiła, że nawet te tunele czasoprzestrzenne wydawały się takie realne, przez chwilę mogłam przenieść się do świata podróżników i poczuć ten wir przygód. Przecież czytając książki chodzi nam o ten stan nieważkości chwilowe przeniesienie się do świata przedstawionego w książce a ,,Pasażerka” przenosi nas w czasie do miejsc, w których być może nigdy nie byliśmy i w których być może nigdy nie będziemy.

Dawno nie było takiej sytuacji, że wręcz z ogromną niecierpliwością przewracałam kartki w oczekiwaniu na wątek miłosny. Podobało mi się, że był subtelny. Relacja między Ettą a Nicholasem była wyważona, nic nie działo się za szybko. Pochłaniając kolejne i kolejne strony ,,Pasażerki” czułam się jakby Alexandra Bracken wszystko sobie wyliczyła, zupełnie jakby całą fabułę wypisała w punktach a później tylko rozpisała każdy punkt i takim sposobem powstała naprawdę dobra książka.
Bohaterowie (i nie mówię tu tylko o Ettcie i Nicholasie) byli wykreowani tak jakby to byli normalni ludzie żyjący w poza książkowych ramach, których możemy spotkać w parku podczas porannego joggingu lub w sklepie podczas kupowania pieczywa. Wprawdzie sympatię poczułam tylko do tych pozytywnych bohaterów a tych złych miałam ochotę wytargać za kudły i posłać do wszystkich diabłów (pozdrawiam fanów serialowego Lucyfera) już oni by wiedzieli jak się nimi zająć. Etta była silną bohaterką, ale jak wszystko w tej książce jej siła również została wyważona, podobało mi się, że nie była taką panienką w opresji. W Nicholasie podobały mi się jego maniery i to, że został stworzony tak, by naprawdę wyglądał na pochodzącego z osiemnastego wieku faceta.
Ogółem mówiąc ta pozycja zaskoczyła mnie i to bez dwóch zdań pozytywnie. Przez pierwsze dwadzieścia-trzydzieści stron nie byłam jakoś tak bezgranicznie przekonana co do tej książki, później wystarczyły dwie lub ewentualnie trzy strony by moje nastawienie zmieniło się diametralnie a lekturze tej powieści Alex Bracken towarzyszyła cała gama emocji, które utworzyły taką wielką kulę i ta kula wybuchła. Stało się to o godzinie szóstej rano w piątek – dnia roboczego. Już pomijając fakt, że szkoła i takie tam kto by się tym przejmował? Bardziej przejął mnie fakt, że na następny tom muszę czekać Bóg wie ile a zakończenie pierwszego totalnie mnie zmiażdżyło niż to że tak właściwie dwie godziny później powinnam wstać, ogarnąć się i iść na przystanek, by stamtąd pojechać do szkoły.
,,Jeśli idziesz przez piekło, nie zatrzymuj się."

Czy były minusy? Tym razem nie przyczepię się do fabuły, okładki (która jest boska tak na marginesie) ani do bohaterów a do literówek. Było ich sporo no może trochę więcej niż sporo. Jestem aż zbytnią perfekcjonistką, więc takie błędy mnie drażniły, ale ostatecznie byłabym skora przymknąć na nie oko, bo niby te błędy były, ale szybko o nich zapominałam, a przynajmniej do momentu, gdy pojawiały się następne i tak zataczało się błędne koło. Prawdopodobnie już w wersji finalnej te literówki zostaną wyeliminowane a wtedy z radością przeczytam po raz drugi ,,Pasażerkę” i będę się katować tym, że oczekiwanie na drugi tom może być długie.

W tym miejscu nie nastąpi standardowe ,,Komu polecam tę książkę”. Niech przeczyta ,,Pasażerkę” każdy, kto ma na to ochotę i czuje się, chociaż minimalnie zachęcony do przeczytania tej pozycji a być może przeżyje równie niesamowitą przygodę co ja.

Ocena końcowa:
9/10
.
.
.
.
.
.
template by oreuis